poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wpis 00: Kulące się ze strachu dziecko

     Harry Potter już dawno przestał być ostrożny. Odkąd każda próba kończyła się niepowodzeniem, przestał próbować. Nie wierzył w przeznaczenie. Gdyby wierzył, kuliłby się ze strachu, niczym dziecko, chowające się pod kołdrą w nadziei, że zwiedzie potwora, czyhającego w mroku. Po zamknięciu oczu, widziałby nieustępliwą czerwień, śledzącą każdy jego ruch. Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje. Nie wierzył. Ale jednak, bał się. Czasami. Kiedy zasypiał, a jego umysłem targały nieustające koszmary. Bał się o przyjaciół. Bał się o siebie. Ale, przede wszystkim, bał się swego brzemienia. Chłopiec, który przeżył. Nie wierzył w los. Przepowiednia nie była dla niego ważna. I, choć był pewien, że Voldemorta może pokonać wiele osób, wiedział, że nikt tego nie zrobi. Tylko dlatego, że wszyscy wierzyli w zbawiciela. Tak, jakby ktokolwiek mógłby nim być. Tak, jakby mógłby być nim on. Harry Potter nie był głupi. I nie chciał umierać. Dlatego, pomimo swojego syndromu bohatera, jak wielu to nazywało, nie próbował zachowywać się jak idiota w sytuacjach zagrożenia. I dlatego, na paczkę, którą przyniosła mu sowa, spoglądał bardzo nieufnie. Nie została wysłana przez żadne z jego przyjaciół. Pismo na dołączonej notatce nie było podobne do żadnego, które znał. Ale, ponieważ przestał być ostrożny tak bardzo, jak gdyby miał paranoję, w końcu ją otworzył. Ujrzawszy zawartość prezentu, poczuł, jak serce przyspieszyło swój rytm, a krew nieznośnie zaszumiała w uszach. To mogło być coś zupełnie innego. To powinno być coś zupełnie innego. Ale było tak podobne. I teraz, przypomniał sobie, że ten skrawek papieru, dołączony do przesyłki, nie był tak bardzo obcy. Słowa wydawały się jasne. Harry Potter był Gryfonem. Miał w sobie wiele z węża, ale po tylu latach w domu Godryka dominowała lwia część jego natury. Dlatego, Harry był ryzykantem. A Severus Snape miał rację, nazywając go wścibskim. Był lwem, nie kotem. Ciekawość nie mogła być aż tak zła*. Dlatego, jego zielone oczy jeszcze raz spojrzały na wykaligrafowane zdania, a dłoń, bez wahania, sięgnęła po pióro.

Nie wszystko jest białe lub czarne.
To cię zmieni, czarodzieju.
Obsługiwane przez usługę Blogger.